Przejdź do treści
Strona główna » Baza wiedzy » Plan sprzedaży biletów na nowy sezon — dokument, którego nikt nie napisał

Plan sprzedaży biletów na nowy sezon — dokument, którego nikt nie napisał

    plan sprzedaży biletów

    Program sezonu: jest. Budżet: jest. Harmonogram przygotowań — terminy, sale, obsada techniczna, umowy z wykonawcami: jest. Plan promocji: zwykle też, przynajmniej w zarysie. A potem, gdzieś w połowie września, pada pytanie: „to kiedy ruszamy ze sprzedażą na wydarzenie X?”

    I wtedy okazuje się, że plan sprzedaży biletów nigdy nie powstał. Nie dlatego, że ktoś o nim zapomniał — tylko dlatego, że w większości instytucji taki dokument po prostu nie jest przewidziany, a o sprzedaży myśli się na samym końcu.

    Plan komunikacji to nie jest plan sprzedaży biletów

    Planowanie sezonu prawie zawsze biegnie tym samym torem. Najpierw zapada decyzja programowa: co robimy, kiedy i ile razy. Potem powstaje budżet i harmonogram przygotowań. Na końcu tego łańcucha pojawia się osoba odpowiedzialna za promocję i dostaje zadanie: „zrób komunikację”.

    I komunikacja powstaje — często dobra. Plan postów, terminy wysyłek newslettera, harmonogram plakatów, patronaty medialne. To wartościowy dokument. Tylko odpowiada na inne pytanie niż to, które trzeba zadać.

    Plan komunikacji odpowiada na pytanie: kiedy i co mówimy.

    Plan sprzedaży biletów odpowiada na pytanie: skąd, kiedy i w jakiej wysokości ma wpłynąć przychód.

    To nie są te same pytania i nie odpowiada się na nie w ten sam sposób. Można mieć bardzo dobrą komunikację i bardzo słabą sprzedaż — dzieje się tak wtedy, gdy mówimy właściwym tonem, ale w momencie, w którym nikt jeszcze nie może albo już nie chce kupić.

    Warto przy tej okazji przypomnieć rozróżnienie, do którego wracamy niemal w każdym tekście: zapełnienie sali to nie to samo co sprzedaż biletów. Salę da się zapełnić zaproszeniami, wejściówkami i grupami zorganizowanymi na zasadzie przysługi. Przychód z biletów pochodzi wyłącznie ze sprzedaży — i tylko sprzedaż da się zaplanować, zmierzyć i poprawić w kolejnym sezonie.

    Sezon to nie jedna sprzedaż, tylko kilkanaście różnych

    W dokumencie programowym sezon wygląda jak jedna lista. W sprzedaży to kilkanaście osobnych sytuacji, które mają ze sobą zaskakująco mało wspólnego. Każde wydarzenie jest inne, ma inną publiczność, inny czas podejmowania decyzji zakupowej i inny pułap ceny.

    Zanim zaplanujesz terminy, warto podzielić wydarzenia sezonu według ich roli. Nie chodzi o ocenę wartości artystycznej — chodzi o to, czego się po każdym z nich spodziewasz:

    • Wydarzenia przychodowe — kilka pozycji, które odpowiadają za większość wpływów z biletów. To one finansują resztę programu i one wymagają najdłuższego okna sprzedaży.
    • Wydarzenia budujące widownię — niższy próg wejścia, często niższa cena. Ich zadaniem nie jest przychód, tylko pierwszy kontakt: mają dostarczyć nowe osoby, które wrócą na coś droższego.
    • Wydarzenia misyjne i bezpłatne — realizują zadania statutowe. Nie sprzedają biletów, ale zajmują dokładnie te same zasoby: uwagę widowni, miejsce w newsletterze, czas zespołu i budżet promocyjny.

    Ten trzeci punkt bywa najbardziej niewygodny. Wydarzenie bezpłatne nie jest neutralne dla sprzedaży — konkuruje o tę samą uwagę co płatne. Jeśli w tym samym tygodniu wysyłasz zaproszenie na darmowe spotkanie i start sprzedaży na koncert, jedno z nich przegra. Warto wiedzieć, które — zanim się okaże, że nie da się skutecznie wypromować obu naraz.

    ✨ Kluczowa myśl Plan komunikacji mówi, kiedy o czymś mówimy. Plan sprzedaży biletów mówi, skąd i kiedy mają wpłynąć pieniądze. Instytucja, która ma tylko ten pierwszy, nie planuje sprzedaży — ona ją obserwuje.

    Dlaczego sprzedaż wypada z planowania sezonu

    Po pierwsze: sprzedaż nie ma swojego krzesła przy stole. Planowanie sezonu to rozmowa programowo-produkcyjna. Siedzą przy niej dyrekcja, osoby odpowiedzialne za program, produkcja, czasem finanse. Osoba odpowiedzialna za sprzedaż zwykle dowiaduje się o programie wtedy, gdy jest on już zamknięty — a więc w momencie, w którym nie da się już nic przesunąć. A pytanie, czy dane wydarzenie ma w ogóle potencjał sprzedażowy, pojawia się dopiero na tym etapie — kiedy odpowiedź nie ma już znaczenia. Bo sprzedać trzeba je tak czy inaczej.

    Po drugie: sprzedaż traktuje się jako skutek, nie jako decyzję. Za tym stoi ciche założenie: jeśli program będzie dobry, ludzie przyjdą. Czasem przychodzą. Ale nawet wtedy nie wiadomo, czy przyszłoby ich więcej, gdyby sprzedaż ruszyła sześć tygodni wcześniej — bo nie ma punktu odniesienia.

    Po trzecie: trudno wnieść ten temat bez liczb. Jeśli nie masz danych z poprzedniego sezonu — ile biletów sprzedało się w którym tygodniu, które wydarzenia ruszyły od razu, a które dopiero na finiszu — zostaje Ci intuicja. A intuicja przegrywa w rozmowie z konkretnym, ustalonym już terminem.

    Co to znaczy: rozłożyć sprzedaż w czasie

    Sezon nie sprzedaje się równomiernie. Są tygodnie, w których widz kupuje chętnie, i takie, w których nie kupuje prawie wcale — niezależnie od tego, jak dobre masz wydarzenie. Plan sprzedaży biletów to w praktyce decyzja o tym, co i kiedy wystawiasz na sprzedaż, żeby te okna wykorzystać.

    Na tym etapie nie chodzi jeszcze o stworzenie rozbudowanego arkusza. Chodzi o to, żeby sprzedaż stała się częścią decyzji o sezonie, a nie zadaniem do wykonania po jego zaplanowaniu.

    Kilka rzeczy, które taki plan musi rozstrzygnąć — na poziomie decyzji, nie szczegółów:

    • Nie każde wydarzenie ma tę samą krzywą sprzedaży. Koncert znanego wykonawcy potrafi sprzedać większość puli w pierwszych 48 godzinach. Warsztat z limitem miejsc wyprzedaje się szybko, ale w wąskiej grupie i dopiero wtedy, gdy termin jest blisko. Traktowanie tych sytuacji tak samo oznacza, że jednej dajesz za dużo czasu, a drugiej za mało.
    • Start sprzedaży to decyzja, nie automat. Data, w której otwierasz sprzedaż danego wydarzenia, powinna wynikać z tego, jak długo to wydarzenie potrzebuje się sprzedawać — a nie z tego, kiedy przyszedł opis i zdjęcia.
    • Różne kanały mają różne terminy. Sprzedaż grupowa rządzi się kalendarzem instytucji, które kupują: szkoła, dom seniora czy firma planują wyjście z dużym wyprzedzeniem i w konkretnych momentach roku. Jeśli ofertę grupową wysyłasz w tym samym tygodniu co pierwszy post w social mediach, jesteś spóźniony o kilka miesięcy.
    • Karnety i abonamenty sprzedaje się przed sezonem i na jego początku, nie w trakcie. To jedyny moment, w którym widz podejmuje decyzję o całym sezonie naraz. Później decyduje już tylko o pojedynczych wieczorach.
    • Kalendarz świąt nietypowych ma znaczenie sprzedażowe. Dzień Babci, Dzień Matki, mikołajki, walentynki — jeśli któreś z nich wypada w oknie Twojej sprzedaży, bilet staje się prezentem. To realny potencjał wzrostu przychodu, ale tylko wtedy, gdy sami o tym powiemy.

    Kalendarz wydarzeń to nie kalendarz sprzedaży

    Najczęstszy zgrzyt widać dopiero wtedy, gdy nałoży się na siebie dwie rzeczy: terminy wydarzeń i okna sprzedażowe. Zwykle wychodzi z tego coś takiego: cztery duże pozycje w listopadzie, jedna w styczniu, pustka w lutym.

    Z perspektywy programu to bywa uzasadnione — dostępność sali, terminy artystów, gotowość zespołu, warunki dotacji. Z perspektywy sprzedaży to sytuacja, w której instytucja konkuruje sama ze sobą. Ta sama widownia, ten sam budżet domowy, ta sama skrzynka mailowa i ten sam newsletter, w którym cztery wydarzenia walczą o miejsce. Efekt: jedno sprzedaje się dobrze, reszta rozczarowuje — i nikt nie potrafi powiedzieć dlaczego.

    Właśnie dlatego plan sprzedaży powinien powstawać w trakcie planowania sezonu, a nie po nim. Przesunięcie jednego terminu o dwa tygodnie na etapie planu kosztuje jedną rozmowę. Ratowanie sprzedaży czterech wydarzeń naraz w listopadzie kosztuje znacznie więcej — pieniędzy, nerwów i wiarygodności.

    kalendarz sezonu z zaznaczonymi datami startu sprzedaży biletów

    Plan awaryjny, czyli co robimy, kiedy nie idzie

    Część wydarzeń nie sprzeda się zgodnie z założeniem. Zawsze. To nie jest porażka zespołu, tylko normalny rozkład — przy kilkudziesięciu pozycjach w sezonie kilka po prostu wystartuje wolniej. Problem nie polega na tym, że coś idzie słabo. Polega na tym, że orientujemy się pięć dni przed.

    Plan awaryjny to nie jest gruby dokument. To trzy rzeczy ustalone, zanim sezon ruszy:

    • Próg alarmowy wyrażony liczbą, nie przeczuciem. „Czujemy, że słabo idzie” to nie sygnał, tylko nastrój. Sygnałem jest ustalony wcześniej poziom sprzedaży na konkretną liczbę tygodni przed wydarzeniem — osobno dla każdego typu wydarzenia, bo koncert i warsztat mają zupełnie inne tempo.
    • Ustalone, kto podejmuje decyzję i w jakim trybie. W tygodniu przed wydarzeniem nie ma czasu na trzy maile, zgodę dyrekcji i spotkanie w przyszły wtorek. Jeśli nikt nie ma mandatu do szybkiej decyzji, plan awaryjny nie zadziała, nawet jeśli istnieje na papierze.
    • Katalog działań — i lista rzeczy, których nie robimy. Ta druga bywa ważniejsza. Odruchowa obniżka ceny w ostatnim tygodniu potrafi uratować jeden wieczór i popsuć cały sezon: uczysz widownię, że warto czekać, bo i tak stanieje.

    Do planu awaryjnego należy też scenariusz czysto techniczny. System sprzedaży biletów potrafi paść w najgorszym możliwym momencie — w dniu startu sprzedaży najbardziej wyczekiwanego wydarzenia. Kto wtedy odpowiada, co piszemy widzom i po ilu minutach — to są pytania, na które lepiej mieć odpowiedź wcześniej.

    ✉ Do zastanowienia Które wydarzenie z ostatniego sezonu sprzedało się gorzej, niż powinno? W którym momencie się o tym dowiedziałeś/aś — i o ile wcześniej mogłeś/mogłaś to zobaczyć w danych?

    Czasem trzeba się przebijać łokciami — i trzeba to robić

    Wniesienie tematu sprzedaży na etapie planowania sezonu bywa niewygodne. Łatwo je odebrać jako podważanie decyzji programowych albo jako sugestię, że instytucja ma robić to, co się sprzedaje. Dlatego wiele osób odpuszcza i zabiera się do pracy z tym, co dostały — a potem odpowiada za wynik, na który nie miały wpływu.

    To jest ten moment, w którym trzeba się przebić. Kilka rzeczy realnie pomaga:

    • Przychodź z danymi z poprzedniego sezonu, nie z opiniami. Przykładowo: „W zeszłym roku cztery listopadowe wydarzenia dały łącznie o jedną trzecią niższą sprzedaż niż dwa rozłożone na listopad i luty” — z tym trudno dyskutować. „Obawiam się, że to się nie sprzeda” — z tym dyskutuje się bardzo łatwo.
    • Mów o terminach i ryzyku, nie o gustach. Nie oceniasz programu. Mówisz, ile czasu potrzebuje sprzedaż konkretnego wydarzenia i co się stanie, jeśli tego czasu nie będzie.
    • Zamiast zastrzeżeń zadawaj pytania. „Kiedy mogę ruszyć ze sprzedażą tego wydarzenia?”. „Które z tych czterech listopadowych pozycji są priorytetem sprzedażowym, jeśli będę musiał/a wybrać?”. Pytanie zmusza do decyzji, zastrzeżenie — do obrony.

    Nie chodzi o to, żeby sprzedaż decydowała o programie. Chodzi o to, żeby dowiadywała się o nim wcześniej niż widz.

    Jeden konkretny krok na dziś

    Weź kalendarz nadchodzącego sezonu i dopisz przy każdym wydarzeniu dwie informacje: jego rolę (przychodowa, budująca widownię, misyjna) i jedną datę — dzień startu sprzedaży.

    Jeśli przy większości pozycji nie umiesz dziś podać tej daty — to jest Twój punkt startowy i zarazem najważniejsza informacja z tego artykułu. Jeśli przy wszystkich wpisujesz tę samą datę — to też jest odpowiedź, tylko innego rodzaju: znaczy, że sprzedaż nie jest u Ciebie rozłożona w czasie, tylko włączona jednym przełącznikiem.

    Od tych dwóch kolumn zaczyna się plan sprzedaży biletów. Reszta jest ich konsekwencją.

    Jeśli chcesz co tydzień dostawać jeden konkretny materiał o sprzedaży biletów w instytucjach kultury — zapisz się do newslettera. Bez ogólników, bez oczywistości.