Przejdź do treści
Strona główna » Baza wiedzy » Sprzedaż biletów w instytucji kultury — jak zbudować proces, który się powtarza

Sprzedaż biletów w instytucji kultury — jak zbudować proces, który się powtarza

    sprzeda biletów w instytucji kultury

    W większości instytucji sprzedaż biletów nie jest procesem. Jest serią decyzji podejmowanych osobno, często w pośpiechu: cennik ustala się raz na sezon i już do niego nie wraca, komunikacja rusza wtedy, kiedy plakat wróci z drukarni, a wynik ogląda się dopiero po wydarzeniu, i to najczęściej jako liczbę osób na sali, nie jako przychód. Sprzedaż nie współgra z działaniami promocyjnymi, cenę ustala się poza działem sprzedaży bez żadnej analizy, a potem dział sprzedaży rozlicza się z tego, że nikt wcześniej go nie posłuchał.

    To nie jest kwestia zaniedbania. Nikt tego instytucji nie uczył. Nikt nie mówi o tym, jak sprzedać kulturę. A sprzedaż biletów jest umiejętnością — powtarzalną, opisywalną i możliwą do wdrożenia bez dużego budżetu.

    Ten artykuł jest mapą. Pokazuje, z czego składa się sprzedaż biletów jako całość, w jakiej kolejności ma sens się za nią zabierać i gdzie w Bazie wiedzy szukać pogłębienia każdego wątku.

    Sprzedaż biletów to nie to samo co zapełniona sala

    Od tego trzeba zacząć, bo bez tego rozróżnienia cała reszta rozjeżdża się na starcie. Zapełnienie sali to liczba osób na widowni — razem z zaproszeniami, wejściówkami, grupami szkolnymi wpuszczonymi w ramach współpracy i biletami bezpłatnymi. Sprzedaż biletów to przychód. To są dwie różne liczby i bardzo często opowiadają dwie różne historie.

    Sala wypełniona w 95% wygląda w sprawozdaniu doskonale. Jeśli jednak jedna trzecia tych osób weszła bezpłatnie, obraz przychodowy jest zupełnie inny — i to on decyduje o tym, czy w przyszłym sezonie stać Cię na większą produkcję. Problem w tym, że większość instytucji raportuje tylko tę pierwszą liczbę, więc drugiej po prostu nie widzi.

    Rozdzielenie tych dwóch wskaźników to najtańsza zmiana, jaką możesz wprowadzić. Nie wymaga systemu ani budżetu — wymaga dopisania jednej kolumny do zestawienia po wydarzeniu. Rozwinięcie tego wątku znajdziesz w artykule „Frekwencja a sprzedaż biletów”.

    Cztery filary sprzedaży biletów

    Sprzedaż biletów daje się rozłożyć na cztery obszary. Żadnego z nich nie da się pominąć — słaby jeden potrafi zniweczyć dobrą pracę w pozostałych trzech.

    1. Wiesz, komu sprzedajesz

    Widownia nie jest jedną grupą. Składa się z co najmniej trzech: stałej, która kupuje bez zachęty i wymaga pielęgnowania, a nie przekonywania; okazjonalnej, która ma największy potencjał wzrostu, bo już Cię zna i nie trzeba za nią płacić drugi raz; oraz nowej, najdroższej w dotarciu, u której pierwsze doświadczenie decyduje o wszystkim.

    Każda z tych grup potrzebuje innego języka, innego kanału i innego momentu kontaktu. Komunikat napisany do wszystkich naraz nie trafia do nikogo. Nie dlatego, że jest zły, tylko dlatego, że nikt nie czuje, że został napisany dla niego. Więcej w artykule o segmentacji widowni.

    2. Cena jest decyzją, nie formalnością

    W instytucjach kultury rozmowa o cenie bywa niewygodna. Niekiedy zależy od budżetu wydarzenia, decyzji dyrekcji lub wizji artystycznej, a czasami miesza się z pytaniem o dostępność. Ale dostępność nie oznacza jednej niskiej ceny dla wszystkich. Oznacza świadomie zróżnicowaną politykę cenową, która różnym grupom daje różne drogi wejścia.

    Cena pełni też funkcję, o której rzadko się mówi wprost: informuje o wartości. Zbyt niska potrafi obniżyć oczekiwania widza wobec tego, co zobaczy — zanim jeszcze wejdzie na salę. Zróżnicowanie cen w czasie (wcześniejszy zakup tańszy niż zakup w ostatniej chwili) to nie chwyt marketingowy, tylko narzędzie zarządzania popytem. Rozwinięcie — w artykule o cenach biletów.

    3. Masz kanał, który realnie sprzedaje

    Kanał sprzedaży to nie to samo co kanał komunikacji. Facebook, plakat i newsletter budują zainteresowanie; transakcja dzieje się gdzie indziej — w Twoim systemie biletowym, w kasie albo u pośrednika na platformie biletowej. Każde z tych miejsc ma inny koszt, inny zasięg i inną wartość danych, które po sobie zostawia.

    Najczęstszy błąd nie polega jednak na wyborze złego kanału, tylko na założeniu, że własny system sprzedaje sam. Nie sprzedaje. Układ sali, nazewnictwo wydarzeń, grupowanie zniżek, ścieżka rezerwacji — to wszystko wymaga kogoś, kto tym systemem realnie się opiekuje. Źle skonfigurowany system potrafi kosztować więcej niż prowizja, której miał pozwolić uniknąć.

    4. Sprzedaż ma rytm

    Wydarzenie ogłoszone na dwa tygodnie przed premierą nie ma szans sprzedać się dobrze, nawet jeśli jest świetne. Sprzedaż biletów rozkłada się w czasie i ma swój własny rytm: moment ogłoszenia i przedsprzedaży dla osób najbliższych instytucji, potem otwarcie szerokiej sprzedaży, potem przypomnienia, a na końcu — fala zakupów w ostatnim tygodniu, której i tak nie unikniesz.

    Sens planowania tego rytmu nie polega na tym, żeby każdy bilet sprzedać wcześnie. Polega na tym, żeby wcześnie sprzedać ich na tyle dużo, żeby nie podejmować nerwowych decyzji cenowych na trzy dni przed. Instytucja, która w tygodniu premiery ma sprzedaną połowę sali, prowadzi zupełnie inną rozmowę niż ta, która ma jedną piątą.

    Dlaczego sprzedaż biletów w kulturze rządzi się własnymi prawami

    Gotowe poradniki sprzedażowe rzadko działają w instytucjach kultury, bo powstają w innym świecie.

    Największym błędem jest traktowanie sprzedaży biletów jak zwykłej sprzedaży. Instytucja kultury nie prowadzi sklepu — zarządza ograniczoną liczbą miejsc w bardzo krótkim oknie sprzedaży. Po rozpoczęciu wydarzenia niesprzedany bilet nie traci części swojej wartości — traci ją w całości. Nie da się go sprzedać jutro ani odłożyć na półkę. Każde puste miejsce oznacza utracony przychód, którego nie da się odzyskać.

    Dlatego sprzedaż biletów jest osobną specjalizacją. Większość książek i szkoleń o sprzedaży powstała z myślą o handlu, e-commerce czy usługach. Tymczasem sprzedaż wydarzeń łączy planowanie repertuaru, politykę cenową, marketing, analizę danych i budowanie relacji z publicznością. I trudno tę całość po prostu przenieść z innej branży.

    Do tego dochodzi specyfika samych instytucji kultury. Instytucja publiczna ma misję dostępności, sprawozdawczość rozliczającą ją z liczby uczestników, tradycję zapraszania gości i program układany często rok wcześniej — zanim ktokolwiek pomyśli o sprzedaży.

    Dochodzi również presja z zewnątrz. Publiczność przyzwyczaiła się, że bilety na duże wydarzenia komercyjne często tanieją tuż przed terminem, a od instytucji kultury oczekuje się zniżek i wejść bezpłatnych niejako z definicji. To realny problem: uczy widzów czekać zamiast kupować i podkopuje postrzeganą wartość oferty. Szerzej pisaliśmy o tym w artykule o zmianach na rynku biletów.

    Wniosek nie brzmi jednak: „nie da się”. Brzmi: nie kopiuj rozwiązań z innych branż bez zrozumienia specyfiki sprzedaży biletów. Mechanizmy sprzedaży są uniwersalne, ale sposób ich wykorzystania w kulturze wymaga osobnego podejścia.

    Czego nie zobaczysz, dopóki nie zaczniesz mierzyć

    Sprzedaż, którą chcesz poprawiać, musisz najpierw widzieć. Nie chodzi o rozbudowaną analitykę. Kilka liczb śledzonych regularnie daje więcej niż raport, który powstaje raz w roku i nikt do niego nie wraca.

    •  Ile z Twojej frekwencji to bilety płatne, a ile wejścia bezpłatne?

    •  Jaki procent biletów sprzedaje się wcześniej niż dwa tygodnie przed wydarzeniem?

    •  Ile osób kupiło u Ciebie bilet więcej niż raz w ciągu roku?

    •  Jaki przychód przypada na jednego widza — i czy rośnie?

    Te cztery liczby nie wymagają nowego systemu. Wymagają decyzji, że zaczynasz je notować po każdym wydarzeniu. Po trzech, czterech wydarzeniach zaczniesz widzieć trend — a trend jest ważniejszy od pojedynczego wyniku. Nie zawsze będziesz mieć dostęp do wszystkich tych informacji, ale warto zacząć od monitorowania dwóch wskaźników, które w dłuższej perspektywie dadzą ogląd sprzedaży: udziału biletów płatnych we frekwencji i sprzedaży z wyprzedzeniem. Oba policzysz z danych, które instytucja i tak już zbiera. Dzięki temu raportowanie przestaje być tylko frekwencją wyciąganą dla GUS-u. Staje się wiedzą na własne potrzeby instytucji, na której da się zbudować strategię sprzedaży.

    Od czego zacząć

    Jeśli masz wrażenie, że wszystkie cztery filary wymagają u Ciebie pracy jednocześnie — prawdopodobnie tak jest, i to normalne. Ale robienie wszystkiego naraz kończy się zwykle tym, że nie zostaje zrobione nic. Kolejność, która sprawdza się najczęściej, wygląda tak:

    •  Najpierw rozdziel sprzedaż od zapełnienia. Bez tego nie wiesz, gdzie naprawdę jesteś.

    •  Potem sprawdź, jak u Ciebie kupuje się bilety — kiedy i ile sztuk.

    •  Potem popraw jedno wydarzenie: zaplanuj jego sprzedaż z wyprzedzeniem i zobacz, co się zmieni.

    •  Dopiero potem zabieraj się za cennik i system — to decyzje na cały sezon, warto podejmować je na danych.

    Każdy z tych kroków da się zrobić w istniejącym zespole i w istniejącym budżecie. To nie jest projekt wdrożeniowy na pół roku. To zmiana sposobu, w jaki patrzysz na jedną rzecz, którą i tak już robisz.

    Jeśli chcesz co tydzień dostawać jeden konkretny materiał o sprzedaży biletów w instytucjach kultury — zapisz się do newslettera. Bez ogólników, bez oczywistości.